Premier nasz wyjechał do Peru. Mało tego, witany jest tam jak król. Niestety nie z powodu przymiotów swego umysłu i ciała (ale nie obwiniajmy Peruwiańczyków za to, że nie potrafią popaść w zbiorowy obłęd), a z powodu polskości swej, która się, jak Andy długie, kojarzy chwalebnie za sprawą Ernesta Malinowskiego. Panie premierze, wystarczy im uświadomić, że Malinowski nie był altruistą i nasze nie-autostrady chętnie przyswoją mały dowód wdzięczności w postaci ich wybudowania. A jak już chłopaki zrobią za nas, co trzeba, proponuję odznaczyć Malinowskiego jakimś post-mortem-odznaczeniem-dla-wizjonerów, a potomkom sprezentować bilety na euro 2012.
APEL nr 1: pijarowcy PO do kronik!! Świat nie kończy się na autostradach!! (Cywilizacja póki co tak).
POMYSŁ oparty na tezie i na “wiadomo, że…”:
TEZA: Malinowski ma w Peru potomków.
WIADOMO, ŻE…premier nie pojechał sam.
POMYSŁ: może byśmy dokonali jakiejś, skromnej choćby, wymiany? A potem?
Apel nr 2: Malinowski dla każdej gminy!!
http://www.dlapolski.pl/readarticle.php?article_id=1143